Travel Poland

Odkrywamy Polskę

Europa

Wrak statku w Rumunii- wrak Evangelii

Wrak statku w Rumunii- wrak Evangelii

Wrak Evangelii leży przy północnej plaży w Costinești, około 30 kilometrów od Konstancy. Statek ma ponad 130 metrów długości, dlatego dobrze widać go już z brzegu. Nie trzeba kupować biletu ani umawiać zwiedzania. Wystarczy przejść plażą w stronę północnej części kurortu.

Jednostka osiadła na mieliźnie w 1968 roku. Oficjalne wyjaśnienia nie są jednoznaczne. Jedni mówią o mgle i błędzie załogi, inni podejrzewają celowe działanie związane z ubezpieczeniem statku. Pewne jest jedno: wrak rozpada się coraz szybciej. Kadłub pękł już na dwie części, a każdy silniejszy sztorm zabiera następne fragmenty konstrukcji.

Pierwszy widok Evangelii z plaży

Zdjęcia nie oddają rozmiarów tego statku. Idąc plażą, początkowo widzi się tylko ciemną bryłę wystającą nad wodą. Dopiero po podejściu bliżej można ocenić, jak ogromna jest Evangelia. Wrak znajduje się niecałe 200 metrów od linii brzegowej, a mimo to wyraźnie góruje nad okolicą.

Najbardziej zaskakuje kontrast. Na plaży trwa zwykły wakacyjny dzień. Dzieci bawią się w wodzie, ktoś rozkłada parasol, inni spacerują brzegiem. Kilkaset kroków dalej rdzewieje statek, który pływał po morzach jeszcze w czasie II wojny światowej.

Widać też, że Evangelia nie jest trwałym pomnikiem. To wrak, który zmienia się z roku na rok. Gdy oglądaliśmy go wcześniej, pęknięcie kadłuba było mniejsze. Teraz dwie części jednostki są wyraźnie rozdzielone. Zawaliła się również znaczna część nadbudówki.

Warto zrobić zdjęcie nie tylko dlatego, że to jedna z najbardziej znanych atrakcji Costinești. Fotografie pokazują kolejne etapy rozpadu statku. Za kilka lat jego sylwetka może wyglądać zupełnie inaczej.

Gdzie dokładnie znajduje się wrak Evangelii?

Statek leży przy północnej części Costinești. Z centrum kurortu można dojść do niego plażą. Spacer z okolic obelisku trwa zwykle od 20 do 30 minut. Czas zależy od miejsca startu, tempa oraz liczby osób na plaży.

Przydatne współrzędne:

  • wrak Evangelii: 43.961106, 28.650095,
  • plaża położona najbliżej statku: 43.960889, 28.646894.

Można też podjechać samochodem drogą biegnącą powyżej wybrzeża. Latem bywa z tym problem. W lipcu i sierpniu Costinești zapełnia się turystami, a wolne miejsca parkingowe szybko znikają. Dobrym rozwiązaniem jest przyjazd rano albo pozostawienie auta trochę dalej.

Wrak można oglądać przez całą dobę. Nie ma tu kas, ogrodzenia ani wyznaczonej trasy zwiedzania.

Z plaży, motorówki czy kajaka – jak oglądać statek?

Najprościej zostać na brzegu. Evangelia leży na tyle blisko, że bez problemu widać jej przełamany kadłub, resztki nadbudówki oraz dziury w poszyciu. Przy dobrej pogodzie można zabrać lornetkę, choć nie jest ona konieczna.

W sezonie przy plaży pojawiają się osoby oferujące krótkie rejsy motorówką. Łódź podpływa w pobliże statku, dzięki czemu można obejrzeć go od strony morza. Dopiero z tej perspektywy widać pełną skalę uszkodzeń. Ceny rejsów mogą się zmieniać, więc warto zapytać kilku przewoźników. Wypłynięcie zależy też od pogody i stanu morza.

Niektórzy próbują dotrzeć do wraku kajakiem, pontonem lub na desce SUP. Trzeba jednak zachować duży dystans od konstrukcji. Pod powierzchnią wody mogą wystawać ostre kawałki blachy, których nie widać z góry. Prądy i fale również potrafią szybko zepchnąć małą jednostkę w stronę kadłuba.

Wchodzenie na wrak to bardzo zły pomysł. Evangelia nie jest zabezpieczoną atrakcją turystyczną. Metal od kilkudziesięciu lat koroduje w słonej wodzie, a kolejne elementy mogą odpaść bez żadnego ostrzeżenia. Nie warto też wpływać do środka.

Z Belfastu nad Morze Czarne

Historia statku zaczęła się daleko od Rumunii. Jednostkę zbudowano w 1942 roku w stoczni Harland and Wolff w Belfaście. To ten sam zakład, w którym kilkadziesiąt lat wcześniej powstał Titanic.

Pierwsza nazwa statku brzmiała Empire Strength. Była to chłodnia przeznaczona do przewożenia żywności. Jednostka mierzyła około 131,5 metra długości i 17,5 metra szerokości.

W czasie II wojny światowej pływała między Wielką Brytanią, Australią, Ameryką i portami Morza Śródziemnego. Transportowała między innymi mrożone mięso z Argentyny do Europy. Niektóre trasy pokonywała w konwojach chroniących statki handlowe przed niemieckimi okrętami podwodnymi.

Po wojnie kilka razy zmieniali się właściciele oraz nazwy jednostki:

  • do 1946 roku – Empire Strength,
  • w latach 1946–1961 – Saxon Star,
  • w latach 1961–1965 – Redbrook,
  • od 1965 roku – E Evangelia.

Podczas ostatniego rejsu statek należał do greckiego przedsiębiorstwa żeglugowego.

Co stało się 15 października 1968 roku?

Evangelia płynęła z Rijeki w ówczesnej Jugosławii do portu w Konstancy. Nie przewoziła wtedy pełnego ładunku handlowego. Szła pod balastem, który pomagał utrzymać odpowiednie zanurzenie i stabilność pustej jednostki.

15 października 1968 roku statek znalazł się poza właściwym kursem i wszedł na mieliznę przy Costinești. Do celu brakowało mu około 30 kilometrów.

Jedna z najczęściej powtarzanych wersji mówi o gęstej mgle. Tak tłumaczy wydarzenie również część mieszkańców. Zła widoczność mogła połączyć się z błędnym określeniem pozycji lub nieprawidłowo wyznaczonym kursem.

Statki korzystały już wtedy z radarów, radionamierników i echosond. Nie było jednak GPS-u, systemu AIS ani dzisiejszych map elektronicznych, które na bieżąco pokazują położenie jednostki. Nawigowanie w gęstej mgle wymagało więc znacznie większej ostrożności, a nawet niewielka pomyłka mogła skończyć się wejściem na płyciznę.

Po wypadku oceniono, że ściągnięcie statku z mielizny i jego naprawa będą zbyt drogie. Operacja nie dawała też pewności powodzenia. Evangelia została na miejscu.

Czy wrak Evangelii to ślad oszustwa ubezpieczeniowego?

W rozmowach z mieszkańcami Costinești szybko pojawia się druga historia. Wielu z nich uważa, że statek nie osiadł na mieliźnie przypadkiem. Według tej wersji miał zostać skierowany na płyciznę celowo, aby właściciel mógł dostać odszkodowanie.

Podejrzenia budzi przede wszystkim niewielka odległość od brzegu. Miejscowi zwracają też uwagę, że podczas ostatniego rejsu jednostka nie przewoziła pełnego ładunku. Dla zwolenników tej teorii nie był to zwykły zbieg okoliczności.

Brakuje jednak dokumentów, które pozwalałyby uznać oszustwo za potwierdzony fakt. Nie ma powszechnie dostępnego raportu jednoznacznie wskazującego przyczynę wejścia na mieliznę. Opowieść o celowym zatopieniu pozostaje więc lokalną hipotezą.

Mgła, błąd nawigacyjny, awaria czy zaplanowane działanie? Po tylu latach trudno oddzielić fakty od legend. Ta niepewność sprawia jednak, że wrak Evangelii budzi większą ciekawość niż wiele innych porzuconych statków.

Czy Evangelia należała do Onassisa?

W Costinești można czasem usłyszeć określenie „statek Onassisa”. Według miejscowej opowieści Evangelia miała należeć do Aristotelisa Onassisa, jednego z najsłynniejszych greckich armatorów.

Dostępne informacje o właścicielach nie potwierdzają tego wprost. Jako ostatniego właściciela statku wskazuje się grecką spółkę Hegif Compania Naviera SA. Związek jednostki z Onassisem lepiej więc traktować jako element lokalnej legendy, a nie pewną informację historyczną.

Jak wygląda plaża przy wraku?

Północna część Costinești jest spokojniejsza niż okolice głównej plaży i centrum. Brzeg robi się tu węższy, miejscami pojawia się niski klif. Jest mniej barów, restauracji i głośnej muzyki.

Niektóre odcinki plaży w pobliżu wraku wybierają naturyści. Granice nie zawsze są oznaczone, dlatego osoby ubrane i nagie mogą wypoczywać obok siebie. Na rumuńskim wybrzeżu nie jest to szczególnie zaskakujące. Podobne miejsca znajdują się również przy Vama Veche, 2 Mai i Eforie.

Nocleg kamperem niedaleko Evangelii

Około dwóch kilometrów na północ od wraku, w stronę Tuzli i Eforie, zaczyna się mniej zabudowany odcinek wybrzeża. Zatrzymują się tam turyści podróżujący kamperami, przyczepami i z namiotami. Miejsce przyciąga widokiem na Morze Czarne oraz ciszą, której trudno szukać w centrum kurortu.

Nie jest to przygotowany kemping. Brakuje prądu, wody, toalet, pryszniców oraz punktu odbioru nieczystości. Dojazd prowadzi po nierównej drodze. Po deszczu podłoże może zrobić się grząskie, co ma znaczenie szczególnie w przypadku cięższego kampera.

Przed rozstawieniem się na noc trzeba sprawdzić znaki i obowiązujące przepisy. Zasady postoju na dzikim wybrzeżu mogą zmieniać się między kolejnymi sezonami.

Wycieczka rowerowa wzdłuż rumuńskiego wybrzeża

Okolice wraku dobrze nadają się na krótką wyprawę rowerową. Z Costinești można ruszyć na północ w kierunku Tuzli, Eforie, a przy dłuższej trasie także Konstancy.

Nie jest to wygodna droga rowerowa pokryta równym asfaltem. Część trasy prowadzi po szutrze, polnych drogach i ścieżkach biegnących niedaleko klifu. Rower trekkingowy, gravel lub MTB poradzi sobie tu znacznie lepiej niż typowy rower miejski.

Taka wycieczka pozwala zobaczyć dzikszą stronę rumuńskiego wybrzeża. Wystarczy odjechać kilka kilometrów od Costinești, aby zostawić za sobą zatłoczone plaże, kluby i wakacyjny hałas.

O jakiej porze najlepiej zobaczyć wrak?

Rano jest chłodniej, ciszej i łatwiej znaleźć miejsce parkingowe. To najlepsza pora w lipcu i sierpniu, gdy po południu plaża zapełnia się turystami.

Warto przyjść przed wschodem słońca. Rumuńskie wybrzeże jest skierowane na wschód, dlatego słońce pojawia się nad Morzem Czarnym. Ciemna sylwetka wraku na tle jasnego nieba daje świetne warunki do robienia zdjęć.

Maj, czerwiec i wrzesień sprawdzą się lepiej, jeśli zależy nam na spokojnym spacerze. Woda może być wtedy chłodniejsza, ale na plaży jest znacznie mniej ludzi.

Czy warto odwiedzić wrak Evangelii?

Wrak Evangelii jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na rumuńskim wybrzeżu. Można dojść do niego pieszo z centrum Costinești, nie trzeba kupować biletu, a sam statek robi na żywo znacznie większe wrażenie niż na zdjęciach.

Najciekawsza jest jednak świadomość, że ten widok nie pozostanie taki sam. Kadłub już pękł, nadbudówka częściowo się zawaliła, a słona woda i zimowe sztormy wciąż osłabiają metal. Evangelia powoli znika.

Warto usiąść na plaży i przyjrzeć się jej z bezpiecznej odległości. Bez względu na to, czy statek sprowadziła na mieliznę mgła, pomyłka załogi czy świadoma decyzja, od 1968 roku pozostaje w miejscu swojej ostatniej podróży.

Udostępnij

O autorze

Miłośnik dwóch kółek, kawy i długich podroży.